Są kompetentni, dobrze przygotowani i lubiani przez pacjentów. Można powiedzieć śmiało, że
odnoszą sukcesy. Jednym z nich jest Piotr Nowak. Mieszka i pracuje w Tullamore, przy trasie Dublin - Galway. Wspólnie z żoną założyli również polski ośrodek zdrowia.

Zdecydował się Pan zostać ratownikiem medycznym, dlaczego nie lekarzem?

- Ależ ja chciałem być lekarzem. Zdawałem nawet na Akademię Medyczną. Zabrakło mi zaledwie 4 punktów na egzaminach. Pomyślałem, za rok spróbuję ponownie. Jednak w Polsce pojawił się pomysł stworzenia ratownictwa medycznego. Trafiłem do odpowiedniej szkoły i tak już zostało. Dziś cieszę się z tego, bo jak pracują lekarze wszyscy wiemy. A tu przynajmniej coś się dzieje, ciągle w ruchu, nie ma czasu na rutynę i nudę.

Skąd w takim razie wziął się pomysł na wyjazd do Irlandii?

Służba zdrowia w naszym kraju kojarzy się przede wszystkim z brakiem pieniędzy. Trzy lata temu pomyśleliśmy z żoną, że nie mamy nic do stracenia. Możemy spróbować. Nic nas to nie kosztuje, najwyżej się nie uda. Wsiadłem w samolot i przyleciałem do znajomych, którzy oferowali pomoc. Nie pomogli. Jak się później dowiedziałem jest to tutaj normalne zachowanie. Przez trzy dni szukałem pracy i byłem nawet zdecydowany wracać. Czwartego dnia pracę znalazłem i zostałem. Miesiąc później przyjechała do mnie żona z dwójką dzieci, w tym czteromiesięcznym synem.

Od razu znalazł Pan pracę w ratownictwie medycznym?

Oczywiście nie. Pierwszą pracę znalazłem w zakładzie produkującym drzwi do mebli kuchennych i szaf. Za najniższą stawkę, wtedy to było 7,50 euro za godzinę. Mieszkaliśmy w maleńkim pokoiku. Po miesiącu zdecydowaliśmy się poszukać domu. I znaleźliśmy. Okazało się jednak, że potrzebna jest kaucja. Na to pieniędzy nie miałem. Powiedziałem o tym naszej sąsiadce, Irlandce. Ta wstała, poszła do bankomatu wypłaciła pieniądze i dała mi je, mówiąc, że oddam jej, kiedy będę mógł. To była pierwsza osoba, która nam pomogła. Dlaczego to zrobiła? Pewnie dlatego, że trzykrotnie ratowałem jej życie. Raz, kiedy spadła ze schodów, innym razem zawiozłem ją do szpitala z objawami choroby serca. Za trzecim razem dostała jakiejś zapaści i tu konieczny był masaż serca.

Kiedy pojawiło się ratownictwo medyczne?

Po jakimś czasie kolejny Irlandczyk powiedział mi, że z moimi kwalifikacjami powinienem poszukać pracy gdzie indziej. Mówił, że jest prywatna firma, która zajmuje się ratownictwem i transportem sanitarnym. Poszedłem tam, trafiłem akurat na szefa. Był zaskoczony. Mina zmieniała mu się w trakcie rozmowy radykalnie. Pokazałem mu nieprzetłumaczony jeszcze dyplom. Zaproponował mi najpierw pół etatu, a po trzech dniach dostałem telefon, że proponuje mi pełny etat w jego firmie.

Jednym słowem pełny sukces, bez dodatkowych nostryfikacji dyplomu?

No nie, tak dobrze to nie ma. Żeby zostać paramedykiem konieczna jest rejestracja w PHECC, to taka organizacja zajmująca się rejestracją ratowników medycznych. Trzeba koniecznie zdać egzamin zawodowy. Mnie czeka 13 lutego, potem zmiana statusu i zdecydowana podwyżka.

Co dalej? Praca w ambulansie to nie wszystko, zdecydował się pan otworzyć przychodnię zdrowia.

Nie mieszkamy już w wynajętym domu, dostaliśmy kredyt hipoteczny i zdecydowaliśmy się kupić domek na własność. Pomyśleliśmy o założeniu ośrodka zdrowia, bo jakoś chcemy się tutaj urządzić. Żona jak każda kobieta chciałaby, żeby interes rozkwitł od razu, ale dla mnie wszystko idzie zgodnie z planem. Działa od 4 miesięcy, mamy 150 stałych pacjentów z Tullamoore, ale nie tylko. Mamy doskonałego lekarza-specjalistę, gastrologa, do którego przyjeżdżają pacjenci nawet ze Sligo i Dublina. Zatrudniamy dwie osoby, recepcjonistkę i medyka. To bardzo dużo.

To rzeczywiście sukces. Ktoś Panu pomagał?

Na pewno nie rodacy. Nigdy na nich liczyć nie mogłem. Pomogło mi jedynie dwoje Irlandczyków, o których wspominałem. Całą resztę zawdzięczam tylko sobie. Swojej ciężkiej pracy. Przyjechaliśmy tutaj z żoną 3 lata temu, traktując Irlandię początkowo jak wyjazd na wakacje. Uda się, to w porządku, nie uda się, to trudno. Najwyżej wrócimy. Dziś nawet o tym nie myślimy. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja kocham swój kraj, ale wracać chcę jedynie po to, żeby wybudować dom dla moich teściów. Nawet na święta nie wyjeżdżam z Irlandii. Rodziców mam tu na miejscu, a teściowie przyjeżdżają do nas.


Jakie są różnice pomiędzy ratownictwem medycznym tutaj i Polsce?

W naszym kraju zawód ratownika medycznego nie cieszy się specjalnym poważaniem. Kiedy mówimy sanitariusz, mamy na myśli człowieka bez wykształcenia, który pomaga lekarzom i pielęgniarkom. Tutaj natomiast paramedyk to człowiek, który ratuje ludziom życie. Różnica diametralna. Prestiż zawodu ogromny. Ja to widzę, w zachowaniu mieszkańców Irlandii. Niektórzy nawet na widok karetki potrafią się przeżegnać. A poza tym, Irlandczycy wypracowali sobie pewne standardy postępowania na wypadek zagrożenia życia pacjenta. W Polsce podobne rzeczy dopiero się tworzą.

Co może Pan doradzić swoim kolegom z kraju, którzy myślą o wyjeździe z Polski i znalezieniu pracy w irlandzkiej służbie zdrowia?

Nie jestem jedynym Polakiem w irlandzkim pogotowiu. Jest nas tu kilku. Jeśli ktoś myśli o przyjeździe przede wszystkim musi się przygotować. Chodzi o udokumentowanie szkoły, pracy w Polsce. Instytucje zajmujące się rejestracją ratowników kontrolują to bardzo dokładnie. Konieczne jest również złożenie stosownych egzaminów. Jednak wnioski o rejestrację można wysłać z jeszcze z Polski. Ja przyjechałem tutaj w “ciemno”. Musiałem się borykać z dziesiątkami biurokratycznych kłopotów, biegać załatwiać zaświadczenia, tłumaczy dokumenty. Tego wszystkiego można uniknąć i nie ruszając się z kraju załatwić wszystko, łącznie z umówieniem terminu egzaminu. W efekcie przyjechać na Zieloną Wyspę prosto do pracy.



One Response to “Polscy ratownicy medyczni podbijają Irlandię”  

  1. 1 Krzysztof

    witam
    to wielkie szczescie jakie przydazylo sie panu piotrowi i nie jeden z polskich ratownikow chcialby byc na jego miejscu.
    rowniez jestem ratownikem medycznym i chcialbym dowiedziec sie co moge zrobic w polsce ze spraw biurowych w sprawie pracy ratownika za granica zeby nie miec problemow za granica.jak jest taka mozliwosc prosze o kantakt mailowy z panem piotrem nowakiem

Leave a Reply