Archive Page 2
Został podpisany protokół do polsko-autriackiej umowy podatkowej. Przewiduje on korzystniejszą metodę rozliczenia dochodów zagranicznych.
Wczoraj polski minister finansów Jacek Rostowski i minister finansów Austrii Wilhelm Molterer podpisali protokół o zmianie umowy między Polską a Austrią w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od majątku z 2004 roku. Celem zawarcia protokołu jest zmiana metody unikania podwójnego opodatkowania dochodów polskich rezydentów, osiąganych w Austrii, z metody odliczenia proporcjonalnego na metodę wyłączenia z progresją.
Obecnie dochód uzyskany w Austrii jest opodatkowany w Polsce, jednak podatek zapłacony za granicą jest odliczany od podatku należnego w kraju.
Protokół wprowadzi metodę wyłączenia z progresją, która polega na tym, że uzyskany za granicą dochód jest zwolniony z opodatkowania w Polsce, przy czym do opodatkowania pozostałych dochodów osiągniętych w Polsce stosuje się stawkę podatku wyliczoną dla całości dochodu (polskiego i zagranicznego).
- Podpisanie protokołu to reagowanie na potrzeby zwykłych ludzi - podkreśla premier Donald Tusk.
Gdy wejdzie on w życie, Polacy pracujący w Austrii nie będą musieli rozliczać się z polskim fiskusem.
Protokół wejdzie w życie po jego ratyfikacji przez oba państwa. W przypadku ratyfikowania protokołu w 2008 roku nowe przepisy będą miały zastosowanie do dochodów osiągniętych od 1 stycznia 2009 r.
SŁOWNIK
Metoda proporcjonalnego odliczenia - dochód osiągany za granicą jest opodatkowany w Polsce, ale od należnego podatku odlicza się podatek zapłacony za granicą.
Metoda wyłączenia z progresją - w Polsce wyłącza się z podstawy opodatkowania dochód osiągnięty za granicą, zwolniony z opodatkowania na podstawie umów. Dla ustalenia stawki podatku od pozostałego dochodu - osiągniętego w Polsce - stosuje się stawkę podatku właściwą dla całego dochodu.
Gazeta Prawna
Filed under: Austria, Praca za granicą, praca | 0 Comments
Na Wschód wyjechało już 30 tys. Polaków. Są tak dobrzy, że menedżera z Polski chciałaby każda rosyjska firma.
Boom gospodarczy w Rosji sprawił, że jak grzyby po deszczu powstają nowe banki, sieci handlowe, hotele, firmy ubezpieczeniowe. Szukają fachowców z niemal każdej dziedziny. Zarówno miejscowi pracodawcy, jak i filie zachodnich koncernów oferują im pracę na kierowniczych stanowiskach, a do tego znakomite warunki zatrudnienia - służbowe mieszkanie i samochód z kierowcą to pakiet podstawowy.
Z tej oferty skorzystało już ok. 30 tys. Polaków. Jeszcze kilka lat temu musieli konkurować z menedżerami z USA i Europy Zachodniej. Szybko okazało się jednak, że nie ustępują im wiedzą i doświadczeniem, a dodatkowo posiadają szczególną umiejętność - o wiele łatwiej dogadują się z Rosjanami i odnajdują w gąszczu tamtejszych specyficznych przepisów.
Aaa, zatrudnię za każde pieniądze
- Renoma, jaką cieszymy się w Rosji, sprawiła, że Polacy nie mają problemów ze znalezieniem tu pracy - twierdzi Dariusz Cwajda, który od prawie czterech lat pracuje w moskiewskim oddziale polskiej firmy Alpha Consulting. Zdarza się nawet, że zarządy rosyjskich i zachodnich firm “podkradają” ich sobie. - Na jednym z przyjęć byłem świadkiem rozmowy dwóch biznesmenów, którzy twierdzili, że dadzą każde pieniądze, byle mieć specjalistę z Polski, bo to doda im prestiżu - mówi Adam Sochacki z Poznania, który od roku jest menedżerem w przedstawicielstwie brytyjskiej firmy logistycznej w Moskwie.
- Polaków uważa się tu za ludzi z Zachodu, czyli tej porządnej i lepiej zorganizowanej części świata - dodaje Marcin Kiliński ze Szczecina, menedżer w jednym z moskiewskich banków.
Potwierdzają to sami Rosjanie. - Bardzo szanujemy Polaków. Są ambitni, pracowici i znają się na tym, co robią. W odróżnieniu od Rosjan są uprzejmi, często się uśmiechają i świetnie się ubierają - mówi Anastasia Morozowa z centrali tego samego banku.
To uznanie przekłada się na wysokie pensje, które w przeliczeniu na złotówki sięgają kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. Pozwala to na wygodne życie, choć jego koszty są wyższe niż w Polsce o 20-30 proc.
Wrażenia przy piwie
Większość pracujących w Rosji Polaków ma po 30-40 lat. W odróżnieniu od emigrantów z Wielkiej Brytanii czy Irlandii wyjeżdżają na ściśle określony czas (najczęściej 2-3 lata). Zdecydowana większość znalazła pracę w Moskwie lub Petersburgu. Nieliczni zdecydowali się na kontrakty w Nowosybirsku i Jekaterynburgu na Syberii.
Żeby było raźniej, wielu zaczyna szukać innych nowo przybyłych rodaków. Sposoby są różne. - Pod kościołem św. Katarzyny na Newskim Prospekcie poznałam już pięciu Polaków, którzy - podobnie jak ja - są tu od niedawna - mówi Magdalena Baszak z Wrocławia, której mąż od września zakłada hipermarket w Petersburgu. Przy okazji dowiedziała się, gdzie może znaleźć dobrą szkołę dla 12-letniego syna i w których restauracjach można najczęściej spotkać Polaków.
W Moskwie w każdy pierwszy piątek miesiąca nasi spotykają się w ekskluzywnym Tinkoff Pub w centrum miasta. - Przy piwie można się wymieniać wrażeniami z pobytu w Rosji i po prostu pogadać po polsku - mówi Marcin Kiliński.
Filed under: Praca za granicą, Rosja, praca | 1 Comment
Zostań kierowcą mini caba
Do 500 funtów tygodniowo możesz zarobić pracując jako kierowca prywatnej taksówki, popularnego na Wyspach mini caba. Aby rozpocząć pracę w tej branży musisz posiadać własne auto i uzyskać licencje PHV Driver Lincence.
Mini Cab to szczególnie popularny środek transportu w dużych miastach. W przeciwieństwie do tradycyjnej czarnej taksówki, kierowca takiego pojazdu nie może zabierać ludzi z ulicy. Zlecenia rozdziela dyspozytor lub - gdy działa się na własną rękę - można je przyjmować telefonicznie, bezpośrednio od klientów.
O ile szanse Polaka na etat kierowcy czarnej taksówki są bliskie zeru, to w przypadku mini cabów praca jest na wyciągnięcie ręki. W Londynie działają już trzy polskie korporacje zatrudniające naszych kierowców. Dwie następne ubiegają się o pozwolenie.
Potrzebna PHV Driver Lincence
Wiąże się to z koniecznością zaliczenia testów topograficznych. Wbrew powszechnej opinii nie należą one do trudnych. Chodzi tu głównie o sprawdzenie umiejętności czytania mapy. Warunkiem umożliwiającym złożenie wniosku o licencje jest ukończenie 21-go roku życia i posiadanie prawa jazdy od co najmniej trzech lat.
Instytucją odpowiedzialną za wydawanie licencji w Londynie jest Public Carriage Office. Poza stolicą - miejskie urzędy lokalne. To właśnie tam uzyskasz odpowiednie formularze do wypełnienia. Do wniosku należy dołączyć zaświadczenie o niekaralności oraz orzeczenie lekarskie potwierdzające dobry stan zdrowia (70-80 Ł). Opłata za wydanie trzyletniej licencji to 298 Ł. Na dokument czeka się co najmniej dwa miesiące. Uwaga! PHV Driver Lincence upoważnia kierowcę do pracy w ramach korporacji.
Na własną rękę
Chcąc prowadzić taką działalność, musisz postarać się o jeszcze jedno pozwolenie - PHV Operator Lincence. Licencja ta kosztuje ok. 2000 Ł.
Gdy ją już uzyskasz pamiętaj, że zgodnie z prawem zgłoszenia od klientów możesz przyjmować wyłącznie na telefon stacjonarny. Zabronione jest podawanie w ogłoszeniach numeru komórkowego.
Nie ryzykuj jazdy bez licencji. Brak pozwolenia może cię naprawdę drogo kosztować. Zanim się obejrzysz, konkurencja naśle na ciebie policje i urzędników Public Carriage Office. Grozi to utratą prawa jazdy i sankcjami idącymi w tysiące funtów.
Jaki samochód?
Chcąc rozpocząć pracę na mini cabie musisz posiadać własne auto. Tylko nieliczne firmy decydują się na wypożyczanie samochodów kierowcom. Poza tym, z takiej możliwości korzystają jedynie osoby z dłuższym stażem pracy na prywatnych taksówkach. Dla Polaka stawiającego pierwsze kroki w tej branży kupno samochodu to konieczność.
- Pojazd przeznaczony na mini cab nie może mieć więcej niż 3-5 lat, musi być zadbany i posiadać duży bagażnik - mówi Krzysztof Matusiak z Fly Minicabs, polskiej korporacji taksówkowej w Londynie. - Wśród najpopularniejszych samochodów wykorzystywanych na prywatne taksówki są Ford Mondeno, Volkswagen Passat i Toyota Avensis.
Zakup takiego auta to wydatek rzędu 3000-4000 Ł. Nie warto się tu kusić na jakieś super okazje. Jeśli nie masz wystarczającej gotówki, odczekaj kilka miesięcy i odłóż brakujące pieniądze. W tej branży musisz mieć pewność, że jeździsz sprawnym samochodem. To, co zaoszczędzisz na początku, stracisz potem podwójnie płacąc za naprawy, które w Anglii są bardzo drogie. Do tego trzeba doliczyć straty związane z przymusową przerwą w pracy. Kupując auto zwróć uwagę na to, by miało ono jak najniższy przebieg.
Do ruchu jako mini cab dopuszczone są tylko pojazdy z licencją PHV Vehicle Lincence. By ją uzyskach twój samochód musi przejść przegląd w jednej z autoryzowanych stacji MOT. Jest to rozszerzona kontrola techniczna będąca uzupełnieniem tej podstawowej, którą przechodzi każde auto. Kosztuje ona ok. 100 Ł. O przyznaniu licencji świadczy naklejka na przedniej i tylniej szybie samochodu. Dodatkowe wymagania dotyczące pojazdów stawiają same korporacje, które mogą zażyczyć sobie auta w określonym kolorze, wyposażonego w GPS, odtwarzacz CD i klimatyzację.
Zarobki
Pracując w dobrej firmie jesteś w stanie zarobić na rękę 300-500 Ł tygodniowo. Gorzej gdy trafisz do podrzędnej korporacji działającej np. w dzielnicach imigranckich. W takich firmach dyspozytorzy często faworyzują miejscowych taksówkarzy przekazując im intratne zlecenia.
Dochody kierowcy mini caba zależą bezpośrednio od liczby wykonanych kursów. Zasada jest prosta, im więcej wyjedziesz tym więcej zarobisz. Utarg prawie w całości trafia do twojej kieszeni poza tym, co musisz “odpalić” centrali za zlecenia. Ta opłata to tzw. circuit fee. Jej wysokość zależy od tego, kiedy i w jakich godzinach pracujesz.
Jeżdżąc na zmiany w dzień lub w nocy day/night shift zapłacisz 100-120 Ł tygodniowo. Biorąc kurs w weekend, od piątku popołudniu do północy w niedziele lub 6 rana w poniedziałek będziesz musiał wydać około 80 Ł. Opłata open umożliwiająca prace przez cały tydzień o każdej porze wynosi 120-140 Ł.
Nie wszystkie korporacje rozliczają się jednak w ten sposób. Polska firma Fly Mini Cabs nie pobiera od kierowców stałych opłat. W zamian kasuje 15 proc. utargu z każdego kursu. Rozwiązanie to jest korzystniejsze dla kierowców, którzy w przypadku mniejszej ilości zleceń oddają korporacji proporcjonalnie mniej pieniędzy. Stała opłata w przypadku słabego tygodnia może być dla nich dużym obciążeniem.
Filed under: Anglia, Praca za granicą, praca | 0 Comments
Na lodowej wyspie panuje niskie bezrobocie (ok. 1 proc.) i brakuje rąk do pracy. Dlatego miejscowe firmy zmuszone są szukać kandydatów na obczyźnie, również nad Wisłą. Szanse na wyjazd mają nawet osoby nie znające języka obcego.
Praca dla pań i dla panów
O zatrudnienie łatwiej mężczyznom. - Obecnie największe zapotrzebowanie jest w branży budowlanej. Prawdziwy wysyp ofert rozpoczyna się między marcem a majem - informuje Hanna Czerniawska z agencji Interland. Najczęściej rekrutacja dotyczy takich stanowisk, jak zbrojarz, stolarz, cieśla oraz hydraulik. Jednak pojawia się coraz więcej propozycji dla wysoko wykwalifikowanych fachowców (operatorzy maszyn CNC, informatycy, osoby odpowiedzialne za tworzenie baz danych). Sporo wakatów jest także w przetwórstwie. Panie mają szanse na zatrudnienie w hotelach (obsługa lub personel sprzątający), ośrodkach agroturystycznych czy punktach gastronomicznych. Potrzebne są również do prowadzenia gospodarstw domowych (niektóre połączone są np. ze stadninami). Ponadto rząd islandzki przygotował ofertę dla pielęgniarek.
Dużo płacisz, dużo zarabiasz
Życie w Islandii jest drogie. Według danych z lipca 2007 r. koszt miesięcznego utrzymania wynosi ok. 1,2 tys. euro (4,3 tys. zł). - Mimo to przyjezdni nie mają problemów finansowych. Wszystko dzięki atrakcyjnym zarobkom - mówi Bartłomiej Górka, dyrektor Hamar Engineering Sp. z o.o. Na początek można otrzymać przeważnie 850-900 koron islandzkich brutto za godzinę (35-36 zł). Jeśli pracownik zna język angielski, to wynagrodzenie wynosi już 950-1 tys. koron (38-39 zł). Zazwyczaj po przepracowanym miesiącu pensja wzrasta. - Wysokość podwyżki zależy od pracodawcy. Możliwe jest też, że po tym okresie przyjezdny awansuje, obejmując wyższe stanowisko - informuje Hanna Czerniawska. Szczególnie korzystnie wygląda kwestia rozliczania nadgodzin. Za każdą z nich pracownik otrzymuje dodatkowe 80 proc. stawki podstawowej. Oznacza to, że jeśli w umowie ma 1 tys. koron na godzinę, to w przypadku nadgodzin już 1,8 tys. koron (70 zł). - Polacy chętnie pracują więcej, niż mają zagwarantowane w umowie. Niektórzy nawet po 60 godzin tygodniowo - opowiada Katarzyna Opiekulska z LSJ Agencja Pracy. - W ten sposób dbają o stan swoich kont, a jednocześnie ograniczają możliwość wydawania pieniędzy - dodaje.
Darmowe latanie
Nie tylko wizja wysokich zarobków jest kusząca. Pracodawcy często organizują przelot i pokrywają koszty podróży do Islandii. - Część firm zapewnia w sumie sześć darmowych lotów, z czego dwa przypadają na letni okres urlopowy, a dwa na grudniowy okres świąteczny - mówi Katarzyna Opiekulska. Zauważa, że takie rozwiązania są przeważnie stosowane przy podpisywaniu kontraktów 12-miesięcznych. Taka opcja jest tym bardziej atrakcyjna, że dotarcie na wyspę nie należy do łatwych. Z Polski nie ma bowiem bezpośrednich połączeń lotniczych. Trzeba więc podróżować z przesiadkami (najczęściej na terenie Niemiec). Zazwyczaj pracodawcy zapewniają też darmowe zakwaterowanie i wyżywienie. Poszukiwania lokum na własną rękę są trudne, a do tego kosztowne. Ostatnio za studio (aneks kuchenny z pokojem i łazienką) w centrum Hafnarfjordur żądano 65 tys. koron islandzkich (2,5 tys. zł) miesięcznie. Z kolei w stolicy za pokój dla dwóch osób należało zapłacić 70 tys. koron islandzkich (2,9 tys. zł).
Z językiem lub bez
Językiem urzędowym jest islandzki, którego brzmienie przypomina norweski. Nawet w trakcie kilkumiesięcznego pobytu na wyspie trudno go opanować. W Rejkiawiku oraz kilku innych miastach można znaleźć szkoły, które organizują kursy dla obcokrajowców. Poziom znajomości islandzkiego nie jest ważny dla rekrutujących. Jeśli stawiają wymagania językowe, to dotyczą one angielskiego. - Przeważnie wystarczy posługiwać się nim w stopniu podstawowym. Jednak sporo osób znalazło zatrudnienie, nie znając go wcale - opowiada Bartłomiej Górka. Najczęściej jest to możliwe na budowach. Wówczas w kilkuosobowej grupie przynajmniej jedna osoba (supervisor) musi mówić po angielsku, by mogła objaśniać zadania swoim kolegom. Firmy cenią doświadczonych pracowników. Aby znaleźć zatrudnienie w branży budowlanej, trzeba mieć 3-4 lata udokumentowanego doświadczenia.
W 2007 r. obowiązywał podatek dochodowy w wysokości 35,72 proc. Jeśli wynagrodzenie ustalono na 150 tys. koron islandzkich miesięcznie, to po dokonaniu należnych odliczeń zostawało 124 713 koron islandzkich. Miesięczny dochód poniżej 90 006 koron islandzkich (3,5 tys. zł) był zwolniony od podatku dochodowego.
Zacznij nad Wisłą
O pracę najlepiej postarać się jeszcze w Polsce, najlepiej za pomocą internetu. Dobrą metodą jest poszukiwanie ofert w wojewódzkich urzędach pracy. Choć propozycji od zagranicznych pracodawców jest w nich dużo, to rzadko pochodzą z Islandii. Zdecydowanie większy wybór jest na stronie EURES (http://ec.europa.eu/eures). Można też odwiedzić islandzką stronę EURES (www.eures.is/english - nawigacja w języku angielskim) albo publiczny urząd pracy (adresy w ramce). Kolejny sposób to kontakt z miejscowymi agencjami pośrednictwa (ránningarijónustur). Wyjazd na własną rękę wiąże się z dużymi kosztami i ryzykiem. Trzeba zapłacić za przelot, zakwaterowanie i wyżywienie. Inwestycja ta nie zawsze musi się zwrócić. Warto przed podróżą poświęcić czas na naukę języka obcego. Choć angielski nie zawsze jest wymagany, to poziom jego znajomości wpływa na wysokość zarobków. - Należy przygotować się na ekstremalne warunki pogodowe - przestrzega Bartłomiej Górka. - Huraganowe wiatry przeszkadzają nawet miejscowym, a w okresie zimowym dokuczliwy jest częsty brak słońca.
Filed under: Islandia, Praca za granicą, praca | 3 Comments
Jest praca dla Ukraińców…
Prawie o połowę zmniejszyła się liczba wiz przyznawanych Ukraińcom po wejściu Polski do strefy Schengen. Rząd chce wydłużyć do sześciu miesięcy możliwość zatrudniania cudzoziemców zza wschodniej granicy bez pozwolenia na pracę. Przedsiębiorcy oczekują liberalizacji polityki wizowej i systemu zachęt dla pracowników zza wschodniej granicy.
Rząd prowadzi niespójną politykę zatrudniania cudzoziemców. Resort pracy przygotował przepisy, które już za dwa tygodnie wydłużą z trzech do sześciu miesięcy możliwość zatrudniania bez zezwolenia cudzoziemców zza wschodniej granicy. Jednak to rozwiązanie może okazać się nieskuteczne, bo po wejściu Polski do strefy Schengen może przyjechać do nas niemal o połowę mniej Ukraińców niż w ubiegłym roku. To skutek rygorystycznej polityki przyznawania wiz. A firmy skarżą się coraz głośniej na braki kadrowe, które mogliby uzupełnić pracownicy zza wschodniej granicy. Apelują o liberalizację polityki przyznawania wiz i wprowadzenie dalszych zachęt skierowanych do naszych sąsiadów.
Mniej wiz dla Ukraińców
- W styczniu wydamy Ukraińcom około 15 tys. wiz, podczas gdy w ubiegłym roku wydawaliśmy ich około 25 tys. miesięcznie - mówi Mirosław Gryta, konsul kierujący działem wizowym we lwowskim konsulacie.
Ukraińcy mają problemy z przekraczaniem granicy od 1 stycznia tego roku - odkąd muszą ubiegać się o wizy, wydawane na podstawie nowych, bardziej rygorystycznych procedur obowiązujących po wejściu Polski do strefy Schengen. Aby je otrzymać, muszą posiadać 100 zł na każdy dzień pobytu, mieć wykupione ubezpieczenie medyczne i oryginał zaproszenia.
- Wystawiamy wizy, umożliwiające podróżowanie po całej UE, dlatego stawiane są większe wymagania - mówi Mirosław Gryta.
A większe wymagania przy udzielaniu wiz to dłuższy okres oczekiwania na ich wydanie. Każda osoba starająca się o wizę musi być sprawdzona w systemie SIS, który gromadzi dane na temat przepływu osób w strefie Schengen. Wizy nie otrzyma ten, kto pracował wcześniej bez zezwolenia, przekroczył termin pobytu albo jest poszukiwany listem gończym w którymś z krajów Schengen.
- Okres oczekiwania na wizę wynosi co najmniej dziesięć dni - mówi Piotr Paszkowski, rzecznik prasowy MSZ.
Wejście Polski do strefy Schengen ograniczyło też - z tych samych powodów co Ukraińców - przyjazdy do Polski Białorusinów i Rosjan.
Obywatele państw, z którymi sąsiadujemy na wschodzie, mogą obecnie ubiegać się o dwa rodzaje wiz: schengeńską i narodową. Pierwsza kosztuje 35 euro i uprawnia do podróżowania po całej UE. Jest wydawana maksymalnie na 90 dni. Wiza narodowa kosztuje 75 euro, jest wydawana na okres powyżej 90 dni i uprawnia do pobytu jedynie w Polsce. Ta wiza jest przeznaczona dla osób legalnie pracujących. W ubiegłym roku prawie 1 mln wiz otrzymali Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie z tego 600 tys. - Ukraińcy.
Preferencje w zatrudnianiu
Resort pracy już za dwa tygodnie przedstawi projekt rozporządzenia wydłużający z trzech do sześciu miesięcy możliwość zatrudniania cudzoziemców zza wschodniej granicy bez zezwolenia na pracę. Wydłużając ten termin, resort chce zwiększyć zatrudnienie Ukraińców, Rosjan i Białorusinów. Może się jednak okazać, że niewiele z tego wyjdzie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych prowadzi bowiem ostrą politykę wizową.
- Zaostrzone wymogi przyznawania wiz są skutkiem naszego wejścia do strefy Schengen - tłumaczy Piotr Paszkowski.
Mirosław Gryta zgadza się ze stanowiskiem rzecznika prasowego MSZ. Podkreśla jednak, że otwarcie dodatkowego konsulatu na pewno spowodowałoby przyspieszenie w wydawaniu wiz dla Ukraińców. Dzięk i temu otrzymywaliby tyle samo wiz co przed przystąpieniem Polski do strefy Schengen.
Z kolei resort pracy prezentuje stanowisko zupełnie niezależne od MSZ.
- Do kompetencji Ministerstwa Pracy nie należy zmiana przepisów wizowych. Nasz resort odpowiada za regulowanie dostępu cudzoziemców do rynku pracy - mówi Janusz Grzyb z departamentu migracji w MPiPS.
Podkreśla też, że przy tworzeniu rozporządzenia nie było rozmów między resortami.
- Jeśli MSZ będzie chciał zmienić politykę wizową i zwróci się do nas o opinię, to oczywiście ją otrzyma - podkreśla Janusz Grzyb.
Marcin Kulimicz, naczelnik Wydziału Polityki Migracyjnej w departamencie migracji w MPiPS, tłumaczy jednak, że resort wprowadza zachęty i ułatwienia do zatrudniania cudzoziemców. Obecnie przepisy zezwalają na pracę w Polsce Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom przez trzy miesiące w ciągu kolejnych sześciu miesięcy bez zezwolenia na pracę wydawanego przez wojewodę. Takie uprawnienie zostało im nadane w połowie ubiegłego roku na podstawie rozporządzeniem ministra pracy i polityki społecznej z 27 czerwca 2007 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie wykonywania pracy przez cudzoziemców bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę (Dz.U. nr 120, poz. 824).
Najpierw pracownik musi znaleźć pracodawcę, który zechce go zatrudnić. Potem pracodawca udaje się do urzędu pracy i zgłasza, że zamierza zatrudnić obcokrajowca. Tam dostaje oświadczenie o zamiarze powierzenia wykonywania pracy obcokrajowcowi. Ten dokument wysyła pracownikowi. Z promesą zatrudnienia Ukrainiec czy Białorusin udaje się do polskiego konsulatu i na tej podstawie otrzymuje wizę pozwalającą mu wjechać do Polski.
Rozczarowani przedsiębiorcy
Zdaniem Józefa Zubilewicza, prezesa Erbudu (firma budowlana), rząd nadal nie wie, jak obsadzić wolne miejsca pracy cudzoziemcami. W jego opinii nie ma bowiem opracowanej spójnej polityki zatrudnienia cudzoziemców zza wschodniej granicy.
- A obostrzenia wizowe ograniczają dopływ pracowników cudzoziemców - podkreśla.
Jego zdaniem Ukraińcy, Rosjanie i Białorusini powinni być zwolnieni z opłat za wizę.
Zdaniem Edwarda Szwarca, wiceprzewodniczącego Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, rząd powinien przyspieszyć podpisanie umów o małym ruchu granicznym między Polską a Ukrainą, Rosją i Białorusią. Dzięki temu osoby mieszkające w 50-kilometrowym pasie przygranicznym nie musiałyby płacić za wizy schengeńskie, a granicę mogłyby przekraczać na podstawie specjalnej wkładki do paszportu.
Pracodawcy od wielu miesięcy postulowali też wydłużenie okresu zatrudnienia cudzoziemców z trzech do sześciu miesięcy. Nowy projekt rozporządzenia został więc przez nich dobrze przyjęty. Edward Szwarc ocenia, że wydłużenie okresu pracy dla cudzoziemców może być pewnym ratunkiem dla firm budowlanych borykających się z brakami kadrowymi szacowanymi na ponad 100 tys. osób.
Również Tomasz Solis, wiceprezes Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej, podkreśla, że projekt ministerialny jest dobrym rozwiązaniem szczególnie dla sadowników, dla których sezon trwa około pół roku. Jego zdaniem należy jednak uprościć przepisy, a także zobowiązać urzędy pracy do wypełniania obowiązków administracyjnych związanych z zatrudnieniem cudzoziemca. Z kolei zdaniem Adama Ambrozika z Konfederacji Pracodawców Polskich dobrym rozwiązaniem byłoby zwolnienie przedsiębiorców z konieczności odprowadzania składek do ZUS za zatrudnionego cudzoziemca.
- Legalne zatrudnienie cudzoziemca przy opłacaniu wysokich podatków i składek nie będzie opłacalne zarówno dla pracodawcy, jak i cudzoziemca - podkreśla Adam Ambrozik.
Braki kadrowe
Firmy coraz częściej narzekają na brak rąk do pracy. Raport Banku Światowego wskazuje, że przedsiębiorcy w 2007 roku jako pierwszą barierę w rozwoju wymieniają właśnie braki kadrowe.
Z badań firmy doradczej KPMG przeprowadzonych wśród ponad 300 dużych i średnich firm wynika, że 60 proc. z nich odczuło brak kandydatów do pracy. Przede wszystkim są poszukiwani ludzie z konkretnym fachem w ręku, czyli absolwenci szkół zawodowych i średnich technicznych.
Jan Rutkowski z Banku Światowego uważa, że braki na rynku wymuszają szybki wzrost płac, co spowoduje wzrost kosztów funkcjonowania firm, a co za tym idzie zmniejszenie ich konkurencyjności.
60 proc. firm w Polsce odczuwa braki pracowników
Filed under: praca | 0 Comments
80 zł za godzinę pracy
Średnia płaca w norweskim budownictwie wynosi 170 koron, czyli ok. 80 zł. Tak wysokich zarobków nie ma w żadnym innym europejskim kraju. Dlatego Polacy coraz częściej - zamiast na zachód - jadą na północ.
Według szacunkowych danych, w 2007 r. zezwolenie na pracę dostało 50-55 tys. Polaków. To o kilkanaście tysięcy więcej niż rok wcześniej. Wiele wskazuje na to, że w tym roku polska migracja do tego skandynawskiego kraju będzie jeszcze wyższa. Choćby ze względu na istotne ułatwienia przy wydawaniu zezwoleń na pracę. Po drugie - norweski wskaźnik bezrobocia utrzymuje się na rekordowo niskim, bo dwuprocentowym poziomie.
Praca od ręki
Do tej pory o zezwolenia nie było trudno, ale formalności trwały do kilku tygodni, a bez stosownego dokumentu podjęcie legalnej pracy było zabronione. Od początku br. Polacy mogą od razu udać się do wybranej firmy i zacząć pracować, a zezwolenia (stosowny wniosek składa się na policji), które stały się zwykłą formalnością, wydawane są w ciągu kilku dni. Tak więc nie ma już potrzeby załatwiania kontraktów i zezwoleń jeszcze przed wyjazdem z kraju. Obecnie wszystko można załatwić po przyjeździe na miejsce. Najważniejsze, aby znaleźć pracodawcę.
Praca w Norwegii leży niemal na ulicy. Rąk do pracy brakuje niemal w każdej branży. Największe zapotrzebowanie jest na budowlańców, operatorów maszyn, spawaczy, personel sprzątający, opiekunów, a także pracowników sezonowych w rolnictwie.
Fantastyczne zarobki
7000 zł netto - to minimalna pensja na jaką może liczyć zatrudniony legalnie w Norwegii Polak. Zarobki są zróżnicowane zależnie od branży. W budownictwie pracownik niewykwalifikowany bez doświadczenia - musi dostać co najmniej 118 koron brutto za godzinę. Murarze z doświadczeniem zarabiają 132 korony. To są ustawowe stawki. W praktyce zarobki są wyższe. W budownictwie wynoszą średnio 170 koron. Tym wyższe, im dalej na północ. Już za kołem podbiegunowym kilkuset Polaków pracuje przy budowie nowej fabryki w Hammerfest. Nie dość, że świetnie zarabiają, to po dwóch tygodniach pracy mają trzy wolnego, które mogą spędzić z rodziną w Polsce.
Łukasz z Poznania, który kilka lat spędził w Londynie pracuje obecnie w Oslo, w pubie. Zaczyna wieczorem, a kończy nad ranem. Za nalewanie do kufli piwa i mieszanie drinków dostaje 1600 koron, codziennie.
Beata z Kielc pracuje jako sprzątaczka. Jak wiele jej koleżanek świadczy te usługi nielegalnie. Za ośmiogodzinny dzień pracy dostaje na rękę ok. 650 koron. Jej znajoma zarejestrowała działalność i sprząta tylko w biurach. W jej przypadku dniówka to już jakieś 1500 koron, ale z tego musi pokryć ubezpieczenie i podatki.
Na biało czy czarno?
Wg sondażu przeprowadzonego przez norweską gazetę internetową NA24, 49 proc. Polaków pracuje w Norwegii bez zezwolenia, czyli na czarno. Nie są zarejestrowani, ani zameldowani, nie płacą podatków, nie mają prawa do wyższej zapłaty (o 50 do 100 proc.) za nadgodziny oraz do świadczeń urlopowych (czyli dodatkowej pensji). Nasi rodacy pracujący na czarno zwykle mało zarabiają, połowa z badanych poniżej 70 koron za godzinę.
Najlepiej jest w branży budowlanej. Tu tylko co piąty Polak przyznał, że nie ma zezwolenia na pracę. Zaś w najgorszej sytuacji są polskie sprzątaczki. W tej grupie tylko jedna trzecia osób ma podpisaną umowę i posiada ubezpieczenie.
Norweski Urząd ds. Podatków już zareagował na wyniki tego sondażu i zapowiedział na ten rok wzmożone kontrole legalności pracy. Szczególnej uwadze kontrolerów będą podlegały branża budowlana oraz osoby zajmujące się sprzątaniem.
Konieczna legitymacja
Od tego roku wszyscy pracownicy branży budowlanej są zobowiązani do posiadania i noszenia na widocznym miejscy specjalnej legitymacji. Rząd norweski chce w ten sposób walczyć ze zjawiskiem pracy na czarno. Legitymacje muszą mieć wszyscy, nawet właściciele jednoosobowych firm. Ocenia się, że zostanie wydanych 360 tys. legitymacji. Nie jest wyjaśniona kwestia czy do ich noszenia będą zobowiązani także Polacy zatrudnieni w Norwegii przez polskie firmy świadczące w tym kraju usługi.
Mrzonki o platformach
Wielu Polakom Norwegia ciągle kojarzy się z bajecznymi zarobkami na platformach wydobywczych na Morzu Północnym. To prawda, że zarabia się na nich nawet kilkaset euro dziennie, ale jest to praca wyłącznie dla wybranych. Trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje i znać języki obce.
Kto poważnie myśli o znalezieniu się na norweskiej platformie, nie powinien zaprzątać sobie głowy ofertami, które można spotkać w polskiej prasie i internecie. Najlepiej od razu skontaktować się z kadrami największych, norweskich koncernów zajmujących się wydobywaniem ropy i gazu.
Filed under: Norwegia, Praca za granicą, praca | 1 Comment
Praca na gorąco
Zawrotne temperatury i zawrotne pieniądze – to warunki zatrudnienia na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Fortuna czeka na doświadczonych fachowców, ale pracę znajdą również świeżo upieczeni absolwenci studiów.
Państwa na gazie
Na Bliskim Wschodzie i w Afryce można zarobić bajońskie sumy. Nic dziwnego – kraje, które oferują taką możliwość, obfitują w cenne surowce naturalne: ropę naftową i gaz ziemny. Jednak hojne wynagrodzenia przeznaczone są dla świetnie wykwalifikowanych specjalistów – poza nimi mało kto ma szansę na zatrudnienie w tamtym regionie, choć zdarzają się wyjątki. Wybór egzotycznych krajów z zapotrzebowaniem na fachowców jest szeroki: Libia, Egipt, RPA, Arabia Saudyjska, Kuwejt, Jemen, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman. Oferty dotyczą też Kazachstanu, a nawet Sachalinu (rosyjska wyspa w pobliżu Japonii)!
Tylko dla orłów
W stanowiskach również można przebierać, choć lista branż jest ograniczona. – Potrzebni są przede wszystkim fachowcy z sektora naftowo-gazowego oraz petrochemicznego, a także specjaliści budowlani – informuje Anna Stochlińska z firmy Christopher Martin. Większość ofert dotyczy inżynierów (budownictwa cywilnego, chemii, planowania, kontroli jakości, budowy rurociągów, konstruktorów) bądź menedżerów (prac budowlanych, projektów budowlanych, logistyki, produkcji, ds. BHP). Mile widziane jest doświadczenie w międzynarodowych korporacjach i górnictwie.
Zdarzają się również “urozmaicenia”. – Poszukujemy też architektów krajobrazu do pracy przy projektowaniu osiedla w Abu Dhabi – mówi Jakub Pawłaszek z Fair Recruitment. Jak dodaje, wartość inwestycji wynosi… 15 miliardów dolarów.
Pojawiają się też oferty pracy w specjalnościach, których brakuje w programie nauczania polskich uczelni, np. quantity surveyor (inżynier wartości). Z treścią ogłoszeń często można się zapoznać wyłącznie w języku angielskim – po prostu znajomość tej mowy jest wstępnym warunkiem starania się o pracę. Płynne opanowanie angielskiego nie jest konieczne, ale należy bardzo dobrze znać słownictwo branżowe. Szczegółowe wymagania różnią się w zależności od stanowiska, jednak w każdym przypadku nieodzowne jest doświadczenie – czasem nawet dziesięcioletnie. – Mamy też oferty dla absolwentów geodezji. W tym przypadku nie ma „twardego” wymogu doświadczenia w zawodzie, ale zdecydowanym atutem są praktyki w korporacjach oraz dużych firmach – wyjaśnia Jakub Pawłaszek.
Zainteresowanie jest spore, szczególnie pracą w budownictwie. Liczba kandydatów, w zależności od stanowiska, wynosi od 2 do 30 na miejsce. Brakuje jednak fachowców z branży naftowo-gazowej. – Mimo że pracodawcy stawiają poprzeczkę wysoko, specjaliści z półrocznym doświadczeniem w zawodzie mogą już próbować szczęścia – zachęca Anna Stochlińska. Próbować bez wątpienia warto – kandydat, do którego los się uśmiechnie, może liczyć na wymarzone warunki pracy. Jeśli aplikacja zostanie przyjęta, należy się przygotować na rozmowę kwalifikacyjną – telefoniczną lub bezpośrednią, podczas spotkania z przedstawicielem firmy w Polsce. Przez procedurę wizową przeprowadza pracodawca, choć wizyta w placówce dyplomatycznej jest nieodzowna.
Lepsze życie niż w Madrycie
Pracodawcy (międzynarodowe korporacje) oferują imponujące wynagrodzenia – zatrudnieni na kontrakcie specjaliści z branży naftowo-gazowej, np. inżynierowie rurociągów z minimum siedmioletnim doświadczeniem, zarabiają nawet 600–700 dolarów netto (1,5–1,8 tys. zł)… dziennie. – Mieliśmy też ofertę ze stawką 500 funtów (2,6 tys. zł) na dzień dla kierownika grupy inżynierów elektryków na Sachalinie – oznajmia Jakub Pawłaszek. – Zarobki zależą od doświadczenia. Gaże nie zawsze są ujawniane, najlepsi fachowcy mają możliwość negocjowania wynagrodzeń – dodaje.
Kontrakty podpisywane są z reguły na 2–5 lat, jednak istnieje też możliwość wyjazdu na rok. Nie znaczy to bynajmniej, że pracownik jest „uziemiony” w kraju zatrudnienia. Oprócz licznych dni wolnych z okazji świąt państwowych (ok. 20 rocznie w krajach Bliskiego Wschodu) zatrudnionemu na kontrakcie przysługują częste urlopy – zwykle 14 dni wolnego co 6–10 tygodni. Oczywiście wakacje można spędzać na łonie ojczyzny – koszt przelotów w obie strony pokrywa pracodawca.
Zwierzchnik opłaca również wydatki związane z zakwaterowaniem i wyżywieniem – a warunki socjalne są najwyższej próby. – Komfort życia pracownika na Półwyspie Arabskim przewyższa standardy europejskie – zachwala bliskowschodni przepych Jakub Pawłaszek.
W przypadku pracy stałej i sektora konstrukcyjnego wynagrodzenie jest niższe, ale inne są też świadczenia pozapłacowe, np. do 36 dni płatnego urlopu, możliwość zabrania ze sobą rodziny, systemy emerytalne, które po zakończeniu pracy w danej firmie zapewniają odprawę zależną od przepracowanego okresu oraz zajmowanego stanowiska. Wynagrodzenie dla inżynierów w sektorze konstrukcyjnym zatrudnionych w systemie pracy stałej wynosi od 60 (inżynier budowy, projektant) do 140 tys. dolarów netto (150–350 tys. zł) na rok (project manager) w zależności od sprawowanej funkcji. Świeżo upieczeni absolwenci studiów i osoby z niewielkim doświadczeniem mogą liczyć na wynagrodzenie do 45 tys. dolarów (115 tys. zł) netto rocznie.
Warto wiedzieć, że w krajach arabskich nie ma podatku dochodowego. Jednak trzeba się upewnić, czy kraj, do którego wyjeżdżamy, ma z Polską podpisaną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania.
Co kraj, to obyczaj
Wybierając się do pracy na Bliski Wschód lub do Afryki, trzeba pamiętać o różnicach kulturowych – większość ofert dotyczy państw muzułmańskich. Przede wszystkim inaczej zorganizowany jest tam tydzień pracy. Weekend przypada na czwartek i piątek. Sobota i niedziela to dni robocze. Podobnie jest w przypadku czwartku, odpowiednika “naszej” soboty, ponieważ kontrakty przewidują pracę sześć dni w tygodniu po 10 godzin dziennie (z przerwami – efektywny czas pracy wynosi 8–9 godzin).
Pod względem rygorów obyczajowych najbardziej restrykcyjnym krajem jest Arabia Saudyjska – obowiązuje tam całkowity zakaz spożywania alkoholu. Paniom z pewnością nie spodoba się fakt, że prowadzenie samochodu przez kobietę jest w tym kraju… nielegalne. Bariera kulturowa może się okazać dotkliwa również dla osób wyznania chrześcijańskiego – na teren Arabii Saudyjskiej nie można wwieźć Biblii ani żadnych symboli religijnych. – Mieliśmy przypadek, że z przyczyn wyznaniowych z wyjazdu zrezygnowało dwóch doświadczonych specjalistów – wspomina Jakub Pawłaszek. Liberalne prawodawstwo – zbliżone do europejskiego – mają natomiast Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Co jeszcze może stanowić niedogodność dla osób wyjeżdżających do egzotycznych krajów? – Przede wszystkim wysokie temperatury – oznajmia Anna Stochlińska. – Jednak świetne warunki zakwaterowania w klimatyzowanych mieszkaniach chronią przed upałami – pociesza.
Filed under: Praca za granicą, praca | 0 Comments
Rodzice jadą pracować za granicą, a dzieci zostają w kraju. Źle to wpływa na uczniów - gorzej się uczą, pojawiają się problemy wychowawcze. Skalę zjawiska chcą określić szkolni pedagodzy w Zamościu.
Coraz częściej na emigrację zarobkową decydują się jednocześnie ojciec i matka. Dzieci zostają w kraju pod opieką krewnych, np. dziadków. - To poważny problem. Pozostawieni sami sobie uczniowie, szczególnie ci słabsi, zaczynają mieć gorsze wyniki w nauce. Ale często nie ma z kim o tym problemie porozmawiać, bo rodzice są za granicą - przyznaje Wiesław Chmiel, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 5 w Zamościu, który chce poruszyć ten temat na lekcjach wychowawczych. Dyrektorka jednej z zamojskich podstawówek mówi, że w każdej klasie jest kilku uczniów, których co najmniej jedno z rodziców wyjechało pracować za granicą i nic nie wskazuje na to, aby z czasem było ich mniej.
Zjawisko zauważyła zamojska straż miejska, która w połowie grudnia przeprowadziła w trzech szkołach ankietę na temat emigracji zarobkowej. - Zdarza się, że ta młodzież zachowuje się niezgodnie z prawem, bo manifestuje w ten sposób swój bunt wobec sytuacji, w jakiej się znalazła. Najczęściej chodzi o drobne wykroczenia: wagarowanie czy zakłócanie porządku w miejscu publicznym - tłumaczy Wiesław Gramatyka, komendant straży miejskiej w Zamościu. I dodaje: - Nie brakuje im pieniędzy, ale stałej obecności rodziców.
Skalę tego zjawiska chce także poznać Miejskie Centrum Pomocy Rodzinie w Zamościu. - Taką potrzebę zgłosili nam na grudniowym spotkaniu szkolni pedagodzy. Chcemy, żeby po feriach sprawdzili, jak wielu rodziców uczniów z ich szkół pracuje za granicą - zapowiada Halina Rycak, która kieruje Miejskim Centrum Pomocy Rodzinie w Zamościu. Dyrektor Rycak zaznacza, że o tej inicjatywie rozmawiała już z prezydentem miasta: - Nie chcemy wchodzić w kompetencje rodziców, ale zorientować się, czy konkretne osoby nie potrzebują naszego wsparcia.
Problem nie ogranicza się tylko do Zamościa. Dyrektorka jednej ze szkół na Lubelszczyźnie opowiada o uczennicy, która od kilku miesięcy jest pod opieką babci, bo jej mama pojechała pracować za granicę, a ojciec nie żyje. - To bardzo inteligenta dziewczyna, ale zaniepokoiło nas, że ostatnio osiąga wyniki znacznie poniżej swoich możliwości - przyznaje dyrektorka placówki. I dodaje: - Poprosiliśmy o interwencję szkolnego pedagoga. Babcia uczennicy rozmawiała o tej sytuacji z psychologiem. Mam nadzieję, że uda się pomóc tej rodzinie.
Barbara Grasińska-Ciereszko, wicedyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej nr 5 w Kraśniku, nie ma wątpliwości: - Brak rodziców zawsze negatywnie wpływa na dziecko.
Nauczyciele przyznają, że problem jest mniejszy, jeśli za granicą jest tylko jeden z rodziców. - Tak jest u nas. Zazwyczaj w domach zostają matki, które i tak na ogół utrzymywały kontakt ze szkołą, więc ja na relacje z rodzicami nie mogę narzekać - mówi Beata Gajuś, dyrektorka SP im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Nasutowie.
Filed under: Praca za granicą, praca | 0 Comments
Minister gospodarki Brandenburgii opowiedział się za zniesieniem restrykcji na niemieckim rynku pracy dla Polaków w przyszłym roku. Ulrich Junghanns, który jest jednocześnie szefem CDU w tym graniczącym z Polską kraju związkowym, wyraził taką opinię w wywiadzie dla Niemieckiej Agencji Prasowej DPA.
Junghanns powiedział, że w przyszłym roku, kiedy kończy się tzw. okres przejściowy, Polakom powinna zostać zagwarantowana możliwość swobodnego podejmowania pracy w Niemczech. Rząd w Berlinie może przedłużyć restrykcje o kolejne dwa lata.
Minister uznał, że ochrona niemieckiego rynku pracy przed zalewem taniej siły roboczej ze Wschodu jest działaniem zrozumiałym, ale nie na czasie. “Teraz szansą jest wymiana pracowników” - podkreślił brandenburski polityk. Wskazał też na przykład Wielkiej Brytanii, która - jego zdaniem - umiejętnie potrafiła wykorzystać dla swojego rynku pracy rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 roku. Ulrich Junghanns przewiduje dalszy szybki rozwój polskiej gospodarki. Jego szansę upatruje w dofinansowaniu z unijnego budżetu, pozytywnych nastrojach społecznych po zmianie rządu w Polsce i impulsie, jaki gospodarce da organizacja Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku.
Filed under: Niemcy, Praca za granicą, praca | 0 Comments
Ile wyciągniesz na Wyspach
Zastanawiasz się nad pracą na Wyspach bo kuszą cię wysokie zarobki (zwłaszcza po przeliczeniu na złotówki)? Pamiętaj, że zwykle podawane są kwoty brutto. To znaczy, że na rękę dostaniesz mniej. O ile? Podpowiadamy, jak to sprawdzić.
Na początek małe wyjaśnienie, dla tych, którym nadal się myli co to znaczy netto, a co brutto. Otóż brutto, to całość wynagrodzenia łącznie ze wszystkimi składkami, które muszą być potrącone. Netto natomiast, to kwota, którą pracownik dostaje do ręki. Słowem to, co po wspomnianych przed chwilą potrąceniach zostało.
Najprostszym sposobem na sprawdzenie ile tak naprawdę zarobimy, kiedy potencjalny pracodawca podaje nam tylko kwotę brutto, jest skorzystanie ze specjalnego kalkulatora (UK PAYE Tax Calculator), który dokona za nas wszystkich niezbędnych obliczeń. Możesz skorzystać np. z tego zamieszczonego na stronie www.listentotaxman.com. Niestety, dostępna jest tylko wersja anglojęzyczna.
Tak naprawdę od wynagrodzenia brutto potrącane są dwie rzeczy: podatek i składki na ubezpieczenie. Pamiętaj jednak, że podatek płaci się nie tylko od pensji, ale także i od innych dochodów. Np. od zasiłków chorobowych, świadczeń należnych z tytułu niezdolności do pracy (po 28 tygodniu choroby), zasiłków dla bezrobotnych i macierzyńskiego, emerytur i rent oraz różnego rodzaju świadczeń otrzymywanych z opieki społecznej (tutaj jest kilka wyjątków, o których za chwilę). Opodatkowane są także pieniądze które zarabiamy np. wynajmując komuś mieszkanie.
Od jakich pieniędzy nie zapłacisz zatem podatku? Zwolnione z “haraczu” dla Inland Revenue (brytyjski urząd skarbowy) nie są zasiłki na dzieci i mieszkaniowe, świadczenia rodzinne i z tytułu niezdolności do pracy (do 28-go tygodnia) oraz darowizny od członków rodziny.
Podatek to jednak nie jedyne pieniądze, o które zostanie pomniejszona twoja pensja brutto. Pamiętaj jeszcze o ubezpieczeniu. Inaczej jest ono liczone dla osób zatrudnionych na kontraktach, a inaczej dla samozatrudnionych. W obu przypadkach wysokość składek uzależniona jest od dochodu.
Filed under: Anglia, Praca za granicą, praca | 0 Comments